Page 40 of 45

Śniadanie.

Dzisiejsza przygoda ze śniadaniem to po prostu katastrofa.
Dawno się tak nie ufafluniłem miodem. 🙂

Teraz przydałyby mi się jakieś misie, co by mnie miał kto wylizać. 😉

Pobudka.

Drrrrrń! Drrrrrrń!
– Epfff… słucham?
– Dzień dobry, czy ja mogę rozmawiać z panem …?
– Chwileczkę, zaraz poproszę tatę.
(…)
– Niestety taty nie ma w domu.
– A o której mogę zadzwonić?
– Może pani spróbować po południu. Albo mogę podać pani telefon do taty na komórkę.
– Ale ja nie mam komórki.
– Epff… 😐

I pytanie do zgromadzonych: Śmiać się, czy płakać? 😉

Coś mi leci.

Coś mi od kilku dni wszystko z rąk leci. I literówek robię w każdym zdaniu z piętnaście. Jakieś paluchy zdrętwiałe, cycuś?
A przed chwilą, wyciągając z lodówki świeżutki słoik powideł śliwkowych tak się mi nieszczęśliwie wysmyrgnął, że potłukł się cały i podłogę zapaprał.
Ale ja desperat jestem i wielką na niego miałem ochotę, więc łyżeczką na kanapki spośród tych szkieł wygrzebałem i jem.
A jakby się żaden nowy wpis nie pojawił, to znaczy, że szkło połknąłem i w straszliwych męczarniach konam. 🙂

Kolacja z niespodzianką.

Przyniosłem sobie do pokoju kanapki. Ułożyłem się na wyrku, otwarłem książkę… No tak, kotek oczywiście pierwszy do kanapek. Pooglądać, powąchać, polizać i… to był błąd. Kanapka była z mięskiem, solidnie polana sosem do kanapek. Sos wyprodukowano dla Plus Discount, więc składał się w głównej mierze z ‘E’. Wybrali jednak same najsmaczniejsze numery. Do tego był dość pikantny. I kotek się zdziwił. 🙂 Najpierw nienaturalnie powiększyły mu się oczy. Potem już tylko turlałem się ze śmiechu. Do tej pory jak na niego patrzę, to nie mogę powstrzymać się od śmiechu. :))

Normalnie nie mam czasu.

Taki się burdel zrobił, że od dwóch dni nie mam czasu nic napisać. O co chodzi?

I to nawet nie tyle, nie mam czasu pisać, bo na to by się chwilka znalazła, ale jestem tak zajęty, że nie mam czasu pozwolić, aby wydarzyło się coś wartego opisania. Jest jeszcze gorzej. Nawet gdyby wydarzyło się coś wartego opisania, to nie mógłbym tego opisać, bo mój kotek właśnie przyszedł udeptywać mój brzuch. Też sobie cholera moment znalazła… Ehh… Idę ją głaskać.

Moja mama.

Moja mama wpada do domu o wpół do pierwszej. Zagląda do pokoju i mówi:
– Myślałam, że jeszcze śpisz, więc kupiłam chleb i bułki.
– To świetnie Mamo.
Mamy teraz 2 chleby i 12 bułek. Ktoś ma ochotę?
(Self, może Ty weźmiesz? Dla konia.) 😉

Spam.

No dobra, spam spamem, ja rozumiem, ale to już jest lekka przesada. Dostałem właśnie email pod tytułem:

“What Happen If Ur Girl Leave U Bcos Of Little Di-ck U Have”

No i co? What Happen? :))

Bez nogi.

Siedząc sobie w poczekalni do “Poradni Rehabilitacyjnej” (tak się ładnie nazwali) ze zdziwieniem obserwowałem na ile sposobów może popsuć się człowiek. Temu latarenka, tamtemu lata noga, innemu w ogóle wszystko wisi. (to w pewnych sytuacjach faktycznie może być problem)

A mnie będą podłączać do prądu, żeby mi noga nie odpadła. 🙂

Zapracowany.

Projekta robiąc graficznego,
czasu nie mając na pisanie,
wstawię se dzisiaj w bloga mego,
jedno jedyne oto zdanie.

Albo se drugie jeszcze spłodzę,
co by poczytać mogli owi,
którzy strudzeni będąc w drodze,
zajrzeć zechcieli w moje progi.