Para parzy.
A to ci dopiero… 😐
Page 26 of 45
Bolące gardło.
Boli mnie gardło. Niby normalna rzecz o tej porze roku, ale przecież ja się zupełnie nie przeziębiam.
Po głębszym… zastanowieniu doszedłem do wniosku iż wiem skąd ten ból.
To są zakwasy po “technikach duszenia”. 🙂
Cztery piłeczki…
…to jeszcze trochę za dużo.
Zwłaszcza jeśli dodać do tego dwa koty. 😐
Ale idzie coraz lepiej. 🙂
Reorganizacja planu dnia.
To ciekawe, że do czternastej można zrobić więcej rzeczy niż prysznic i śniadanie. 😛
Kolejne głupie pytanie brata.
– Jak na papierze milimetrowym zaznaczyć pięć setnych milimetra?
– Bardzo łatwo. Dzielisz sobie kwadracik na sto i zaznaczasz pięć części.
W domu informatyków.
– Ile gramów ma kilogram?
– Eee… 1024?
Kotek i brat.
Właśnie sobie siedzę przy komputerze, a kotek chodzi mojemu dotychczas śpiącemu bratu po twarzy. Ot tu na oko nadepnie, tu na nos czy brodę. 😐
Powinowactwo duchowe.
Pierwsze dziecko jest dzieckiem ojca.
Drugie dziecko jest dzieckiem matki.
A trzecie… listonosza?
Taakich rzeczy się człowiek może dowiedzieć jak się czasem przysłucha.
Na matkę zawsze można liczyć.
Wracam sobie z treningu. Obolały, ręce zakrwawione, kości poobijane, ścięgna naciągnięte. Słowem humor +200. (wiadomo – dziecko zmęczone, dziecko szczęśliwe) W autobusie tłok. Przepycham się więc na z góry upatrzoną pozycję, gdzie w jako takim spokoju mam zamiar dojechać do stacji przeznaczenia. Tudzież przystanku alaska.
Z mojego punktu widzenia sytuacja wygląda tak: ludzie, ludzie, ludzie. Po lewo pod oknem laska. Ładna jak cholera. Obok niej nieładna cholera. Po prawo, ze trzy siedzenia dalej – matka. Cholera.
Gapi się w okno. Dziesięć minut później zauważa, że ja gapię się na nią. Tłok.
Kilka strategicznych przystanków dalej trochę się przejaśnia. Wysiada nieładna cholera. Myśle se, siąde se. Zobaczę. W końcu kto nie próbuje, ten nie dyma.
Schylam się po Worek Śmierci (taka torba ze spoconym dobokiem, owiniętym dla bezpieczeństwa w żółtą folię) (dobok to takie kimono, tylko do TaeKwon-Do). Gdy się podnoszę miejsce już zajęte.
Zgadnijcie kto?
Matka. Cholera. 🙂
Ważne spostrzeżenie.
Kiedy wylewasz resztkę zupy do kibla, pamiętaj aby kciukiem przytrzymać łyżkę.