Page 24 of 45

A impreza…

…to była udana. Pół nocy przesiedzieliśmy przy barze, oczarowani krótko mówiąc urokiem barmanki.
Co? A. Bo mnie tu kolega łokciem szturcha. Barmanek. 🙂

Retrospekcja.

Swego czasu wspominałem o autobusie służącym do wracania z udanych imprez, który odjeżdża z Placu grunwaldzkiego o 3:09.
No więc… o 2:09 też go nie ma. 😐

Co za dzień.

Krótkie podsumowanie.
– Wiadomość od wujka, jakoby babcia kończyła kadencję okazała się mocno naciągana. Ledwie zasnęła. Ojciec biegł niepotrzebnie. Znowu…
– Matka wracając z pracy chyba z 14 razy o włos spóźniła się na autobus.
– Ponownie odzyskałem panowanie nad pracą, którą wykonuję. Znaczy znowu wydaje mi się, że zdążę.
– A wykładowcy brata urwało palec. Jak był w Londynie, się habilitować. I wszystko przez obrączkę.

Balonik.

Moon na sznurku wygląda jak balonik.
Dlatego przeciąłem sznurek i znowu jestem wolny. Całe niebo moje.
I wyspać się mogę, i pracować nad tym nad czym chcę. I towarzystwem się cieszyć wtedy kiedy jest towarzystwo, a nie wtedy kiedy jest możliwość. 🙂

No i na Koniec…

…chciałbym Wam życzyć aby nadchodzący rok był dla Was przynajmniej tak wspaniały jak dla mnie.
Bo ja mam zamiar bawić się w jego objęciach jak nigdy dotąd.
(wiadomo, jeszcze się w jego objęciach nie bawiłem) 😉

Nowyrok – perypetie.

Nie lubię chodzić do dentysty.
Tam jest tak miło i sympatycznie a ja za każdym razem mam gębę pełną waty i rurek. Zupełnie nie da się rozmawiać. 🙂
Przypuszczam, że ginekolog jest pod tym względem o wiele ciekawszy. Nie mam jednak w tym temacie zbyt wielu doświadczeń, więc nie podejmę się obrony tego poglądu. 😉