Płaskorzeźbiarz wiertarkowy wygląda tak:
– ziemianin, rasa – człowiek
– 2 ręce, 2 nogi, głowa (standard)
– głowa przypuszczalnie z małą zawartością substancji oleistych
– szczęśliwy posiadacz wiertarki
– szczęśliwy posiadacz ścian
Wiertarka płaskorzeźbiarza wiertarkowego należy do najsłabszych na rynku. Żadnego udaru, żadnych światełek, spore właściwości dźwiękotwórcze.
Płaskorzeźbiarz wiertarkowy zupełnie nie potrafi obsługiwać swojej wiertarki.
Wszyscy moi sąsiedzi to płaskorzeźbiarze wiertarkowi. Grrr…
Dzień w dzień nic tylko wiercą. Od rana do wieczora słucham jak im się to wiertło ślizga po kamieniach. Jak się męczą. Jak kombinują. Normalnie chyba szybciej by tą dziurę wymodlili niż wywiercili. Ale nie, oni wiercą.
Aż bałbym się zajrzeć jak wyglądają ich ściany. Myślę, że moja zużyta gąbka mogłaby przy nich uchodzić za monolityczny symbol potęgi i trwałości.
Nie żebym wypowiadał się jako expert w dziedzinie. Ależ skąd.
I tu mała dygresja: Jeżeli Drogie Panie poszukujecie partnera, który będzie potrafił naprawić to i owo (a to i owo nie będzie komputerem, lub humorem) to trafiłyście pod zdecydowanie zły adres. Koniec dygresji.
Mój postulat jest taki, aby ktoś kto się na czymś zupełnie, absolutnie nie rozeznaje nie robił tego. Niech zrobi coś co potrafi w miarę solidnie, a uzyskane w ten sposób środki zainwestuje w skorzystanie z usług lokalnego experta. Sąsiedzi będą zdrowsi, ściany będą zdrowsze, ludzie zaczną się do siebie uśmiechać na ulicach…
Amen.