…to miałem napisać jak mi się fajnie jeździło na rowerku. Dzisiaj już mi się nie jeździło, bo słonko jakoś tak zza chmurek przyświeca, więc o smażeniu dupska na pomoście nie ma mowy. A to właśnie ten wątek kulinarny najbardziej mnie pociąga.
Wczoraj natomiast było pięknie. Wstąpiłem więc na działo, spojrzałem na pole… Khę, na rower znaczy wstąpiłem. I pojechałem. Dziesięć kilometrów pękło w czasie tylko o pięć minut dłuższym niż najlepszy czas z zeszłego roku. Nieźle jak na pierwszy raz.
Do jeziora dotarłem nawet niezbyt zmęczony. Znalazłem swój ulubiony pomost, a właściwie to co z niego po zimie zostało. Przywiązałem konia do drzewa i dawaj stąpać ostrożnie po przegniłych i ruchomych deskach.
Aż tu nagle, w połowie długości ‘pomostu’ (lub raczej rozpadającej się ‘drabiny’, po której wchodzi się na szerszy fragment na końcu) natknąłem się na metrowej długości zaskrońca. 🙂 Leżało sobie bydle owinięte wokół deski i wygrzewało błyszczący grzbiet na słońcu. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie badawczo. Nie mogłem go przeskoczyć, a i na ‘jego’ desce wolałem nie stawać, bo gdyby się trochę obsunęła, z metrowego zaskrońca zrobiłbym dwa półmetrowe. Ruch należał do niego. Spokojnie odwinął się od deski, pokonał dzielącą nas odległość, prześliznął sprawnie po moich nogach i ułożył wygodnie 2 kroki za mną. 🙂 Miło z jego strony. Ja natomiast doszedłem do końca pomostu, gdzie korzystając z zerowej frekwencji w okolicy poddałem się obsmażaniu w całej swej bladej okazałości. Po 40 minutach zaskroniec osiągnął odpowiednią temperaturę, aby zanurzyć się w chłodnej jeszcze wodzie, przepłynął obok mnie i skierował ku przeciwnemu brzegowi jeziora. Całkiem fajny ten zaskroniec.
Ja doczekałem do pełnej godziny, spakowałem manatki (znaczy się ubrałem, co miałem) i ruszyłem w drogę powrotną. W domku zażyłem prysznica, po czym pojechałem na sesję zdjęciową połączoną z degustacją modeli. Gdy wróciłem i zrzuciłem górną część garderoby, okazało się, że brzuch pokryty mam dziwnymi, czerwonymi kropkami. Hmm… Ja wiem, że to pierwsze moje smażenie w tym roku. Wiem, że słońce jakieś niezdrowe ostatnimi czasy. Ale tak od razu? Kropki? No ej, bez przesady. Zmartwiłem się lekko, bo nie lubię mieć ponadplanowych kropek. I tak mam ich sporo. Szczęśliwie po jakimś czasie doznałem olśnienia – objawienia. Kropki to nie żaden parch. Można mnie spokojnie dotykać. 🙂 To są po prostu drzazgi wyniesione z pomostu. Malutkie takie. 🙂
Cieszę się, że na nim nie siedziałem. 😛
14.10.2004 at 17:27
Zasssskrońce są fajne. I nieszkodliwe, więc prawie przyjacielskie 🙂 Niestety dawno ich nie widziałam, nad czym wielce boleję i zazdroszczę Ci cichaczem. A propos kropek… oczywiście, że to nie parch. Kropki to po prostu kropki. Wyraża to jeden ze sztandarowych dialogów mojej siostrzyczki: “- Co to? – Kropki. – Aha.” Niemniej nie polecam posiadania kropek na zadniej części korpusu. Niewygodne, bardzo niewygodne 🙂
14.10.2004 at 17:27
W kaktusa, powiadasz? 😛
Na oko nie widać. Ręką też nie czuję. Może hmmm… 😉
14.10.2004 at 17:28
Kropki nie są niewygodne. Spójrz na przykład na biedronkę. Albo na… na krówkę, o!
14.10.2004 at 17:28
Moon, że Cię zacytuje: “Znalazłem swój ulubiony pomost, a właściwie to co z niego po zimie zostało”. Właśnie myślałem, że miłą kąpiel w jeziorze, co to Ci ten pomost zleżały zafundował, nam opiszesz i czytałem i czytałem i tylko prysznic dostrzegłem. Mało dramatyczne. Poproszę wersję reżyserską 🙂 🙂 / p.s. zaskroniec był OK – ale bardziej jadowita żmija będzie jeszcze lepsza. 🙂
14.10.2004 at 17:28
Widzisz, w życiu czasem ciężko o dramaturgię. Wszystko wlecze się jak flaki z olejem. A gdyby tak wersję reżyserską, to nie rower, a statek kosmiczny (najlepiej wielki i żółty), nie jezioro a skute lodem oceany Europy (taki księżyc obok Jowisza, nie to niebieskie z gwiazdkami) i nie zaskroniec a coś przynajmniej sto razy większego, co by w tych oceanach mieszkało. 🙂 Ale kto by mi w to uwierzył na trzeźwo? A po pijaku tych malutkich literek nie da się czytać. 😉
14.10.2004 at 17:29
No, masz rację – wtedy trzeba by WOŁAMI PISAÄ?. Ale za to się o posądzenie należenia do rasy bydlęcej mogą niektórzy obrazić – szczególnie, że będą po pijaku 🙂 To już może jednak przy tym biednym zaskrońcu i drzazgach zostańmy, a każdy sobie może co tam uważa w głowie dopowiedzieć 🙂