Zeszłotygodniowy wypad na wystawę Beksińskiego nie powiódł się z powodów niezależnych. Odbiłem to sobie dzisiaj i… podobało mi się. 🙂 Choć przyznać muszę, że jego najnowsze prace podobają mi się znacznie mniej niż stare, jak je określa – metafizyczne pejzaże. Na szczęście było trochę jednych i drugich. 🙂
Po Szczecinie biegają. Ulice poblokowane. Pełno policji i wojska. Strach się bać. Na zamku też jakaś impreza, ale już nie wnikałem, bo robota czeka.
I ciekawostka z podróży. Stoję sobie na przejściu dla pieszych. Czerwone światło. Nie żeby mi to kiedykolwiek przeszkadzało, ale skoro jeden policjant stoi o pół metra ode mnie, a drugi po przeciwnej stronie ulicy, to udam porządnego obywatela. Samochody też mają czerwone (to skomplikowane skrzyżowanie było). Nadjeżdża rowerzysta. Hamuje. Zatrzymuje się dopiero na środku pasów i stoi. W pewnym momencie mówi: “Co ty k[wulg] robisz?” Ze zdziwieniem podążam za jego wzrokiem i widzę samochód przedzierający się przez to skomplikowane skrzyżowanie w sposób ultraniedozwolony. Ot, gdzie się dało, wjechał pod prąd. Odważniejszy był ode mnie. 🙂
14.10.2004 at 14:21
I jak na tym wyszedł…?
14.10.2004 at 14:21
Skubany, udało mu się. 🙂 Wiesz, kto nie ryzykuje… 😉
14.10.2004 at 14:21
…ten nie jedzie 😉 No, ale zmotoryzowany był…
14.10.2004 at 14:22
A policjanci byli pieszo. Może to przechyliło szalę zwycięstwa. 🙂
14.10.2004 at 14:22
O tym mówię, właśnie o tym… :-)))