Szaleńcza gonitwa skończona. Terminy dotrzymane. Godziny pracy wracają do normy. Wstręt przed komputerem jakby zanikał. Wulkany na ryju spowodowane nadmiernym wystawianiem owego na promieniowanie od monitora powoli wygasają. Jedynie z nielicznych wycieka jeszcze lawa, ale expedycje wulkanologów rozjechały się już do domów. Nawet na zewnątrz czasami wychodzę. Choć słońce razi okrutnie, więc wymykam się wieczorami. 🙂
Teraz będę nadrabiał…
14.10.2004 at 17:59
No zaś, No, kurde, zaś!!! 😛
14.10.2004 at 18:00
Wieczorami? Moon – już z nicku pasowało, a właśnie jakbyś potwierdzał 🙂
Octavo: kołkiem, kołkiem, ja zacznę srebro topić 🙂