Coś mi leci.

Coś mi od kilku dni wszystko z rąk leci. I literówek robię w każdym zdaniu z piętnaście. Jakieś paluchy zdrętwiałe, cycuś?
A przed chwilą, wyciągając z lodówki świeżutki słoik powideł śliwkowych tak się mi nieszczęśliwie wysmyrgnął, że potłukł się cały i podłogę zapaprał.
Ale ja desperat jestem i wielką na niego miałem ochotę, więc łyżeczką na kanapki spośród tych szkieł wygrzebałem i jem.
A jakby się żaden nowy wpis nie pojawił, to znaczy, że szkło połknąłem i w straszliwych męczarniach konam. 🙂

9 Comments

  1. No i puść to Dziecko do kuchni. Mówiłam, nie idź, nie, zawsze na swoim postawi i teraz pluje. A z kotki się nabijał 😛

  2. Pierwsza i trzecia kromka były “chrupiące”. 🙂
    Brzuszek mnie boli… 😐

  3. Moon, odezwij sie, bo nowych wpisów nie widzę i już te Twoje męczarnie sobie obrazuję. A może tak nabrać nas chciałeś, i się ze śmiechu teraz tarzasz?

  4. Żyję, żyję. Liżę się. 😉

  5. Moon, zaden “cycus”, to sie nazywa Delirium Tremens ;-p

  6. Sądzę, że oblizywanie palców aż po łokcie świadczy li i jedynie o łakomstwie 😛

  7. East: Jakie tam Delirium. Przecie to z braku alkoholu przypadłość. A ja w tym względzie wyjątkowo o organizm dbam.

    Est: Albo o wysokiej jakości powideł. 😛

  8. Zaiste, zwracam honor 🙂

  9. Nie widzę różnicy, czy ze szkłem, czy bez. Podobno szkło dobre na kości (jak jeden kosmita powiedział u Kiepskich).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *