Niedziela będzie dla nas…

Zeszłotygodniowy wypad na wystawę Beksińskiego nie powiódł się z powodów niezależnych. Odbiłem to sobie dzisiaj i… podobało mi się. 🙂 Choć przyznać muszę, że jego najnowsze prace podobają mi się znacznie mniej niż stare, jak je określa – metafizyczne pejzaże. Na szczęście było trochę jednych i drugich. 🙂

Po Szczecinie biegają. Ulice poblokowane. Pełno policji i wojska. Strach się bać. Na zamku też jakaś impreza, ale już nie wnikałem, bo robota czeka.

I ciekawostka z podróży. Stoję sobie na przejściu dla pieszych. Czerwone światło. Nie żeby mi to kiedykolwiek przeszkadzało, ale skoro jeden policjant stoi o pół metra ode mnie, a drugi po przeciwnej stronie ulicy, to udam porządnego obywatela. Samochody też mają czerwone (to skomplikowane skrzyżowanie było). Nadjeżdża rowerzysta. Hamuje. Zatrzymuje się dopiero na środku pasów i stoi. W pewnym momencie mówi: “Co ty k[wulg] robisz?” Ze zdziwieniem podążam za jego wzrokiem i widzę samochód przedzierający się przez to skomplikowane skrzyżowanie w sposób ultraniedozwolony. Ot, gdzie się dało, wjechał pod prąd. Odważniejszy był ode mnie. 🙂

5 Comments

  1. I jak na tym wyszedł…?

  2. Skubany, udało mu się. 🙂 Wiesz, kto nie ryzykuje… 😉

  3. …ten nie jedzie 😉 No, ale zmotoryzowany był…

  4. A policjanci byli pieszo. Może to przechyliło szalę zwycięstwa. 🙂

  5. O tym mówię, właśnie o tym… :-)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *